|
Zbyszek, small business owner
I tried all sorts of things to quench my inner thirst: joined a gang, got into alcohol and drugs – marihuana and hashish - but nothing could fill the deep void within me and make my life meaningful. It all led to nowhere... (available in Polish only)
Urodziłem się w małym miasteczku Głubczyce. Moja rodzina rozpadła się dość wcześnie, bo gdy miałem pięć lat, mój ojciec rozwiódł się z moją matką, która nie potrafiła sobie ze sobą poradzić, zaś moim wychowaniem zajęła się babcia. Babcia na siłę ciągnęła mnie do zboru i chodziłem do tego zboru jako dziecko, ale wynajdowałem tysiące pretekstów, żeby tam nie iść. Z rana zawsze coś mnie bolało, źle się czułem, zaspałem.
Gdy po jakimś czasie pojawiła się możliwość wyjazdu na obozy chrześcijańskie do Czarkowic, zostałem przymuszony do pojechania na obóz. Tam po raz pierwszy usłyszałem, że jestem osobą wartościową w oczach Boga, że On mnie kocha, może zmienić moje życie, a to wszystko może inaczej wyglądać. Zapragnąłem wtedy, żeby moje życie należało do Boga. Obóz trwał dwa tygodnie, było fantastycznie, moje życie się zmieniło.
Wróciłem pełen optymizmu i siły do zboru. Ale z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc to wszystko zaczęło schodzić w dół i tak naprawdę znów byłem daleko od Boga. Gdy znowu organizowano obóz, jechałem tam, przeżywałem coś z Bogiem, a potem odchodziłem od Boga coraz dalej i dalej. Im więcej razy próbowałem, tym moje życie stawało się gorsze.
W pewnym momencie zacząłem zaliczać się do młodzieży. Patrząc na młodzież myślę, że jest to najtrudniejszy okres w życiu. Próbowałem różnych rzeczy, żeby zaspokoić moje wewnętrzne poszukiwania, wpadłem w nieciekawe towarzystwo, spróbowałem alkoholu, narkotyków: marihuany, haszyszu, ale to wszystko było pustką. Nie dawało mi sensu życia, prowadziło donikąd. Szukając sensu życia spróbowałem wschodnich sztuk walki. Myślałem, że za jakiś czas będę jeździł na zawody, będę je wygrywał w większym lub mniejszym stopniu i to mnie zaspokoi, sprawi, że będę miał jakiś kierunek życia i sens. Ale im więcej tego próbowałem, tym bardziej okazywało się puste - nie dawało mi sensu życia ani celu. Nie było tym, czego tak naprawdę w życiu potrzebowałem. Kiedy dotarłem do takiego mojego dna, zacząłem modlić się, bo nie byłem sobie w stanie wyobrazić, że tyle razy próbowałem się podnieść i zawiodłem, tyle razy próbowałem zmienić coś w swoim życiu i się nie udawało. Zacząłem mówić "Boże, ja się do niczego nie nadaję, chciałbym Ci służyć, ale tyle razy wyciągałeś do mnie rękę, a ja upadałem". Pamiętam, modliłem się z taką niewiarą. Pojawił się wtedy w zborze lider młodzieżowy, który zaczął ze mną rozmawiać, a w moim życiu powolutku zaczęło się coś zmieniać. Dotarło do mnie, że nie jest ważne dla Boga, ile zawiniłem, ile razy próbowałem się podnieść i mi się nie udawało, ale On teraz wyciąga do mnie swoją dłoń i chce zmienić moje życie. Wtedy moje życie zaczęło się zmieniać diametralnie. Ta czarna owieczka, która chodziła do zboru, bardzo czarna, bo babcia za uszy musiała ciągać na nabożeństwa, gdzie – można powiedzieć - wszyscy wiedzieli kim ja byłem, nagle zaczęła się niesamowicie zmieniać, bo przestałem przeklinać, co wcześniej było na porządku dziennym, już nie było narkotyków, alkoholu. Moje życie nabrało sensu i celu, wiedziałem po co jestem w tym miejscu, co robię, dokąd zmierzam. Rówieśnicy, z którymi się spotykałem, też widzieli całkowitą zmianę mojego postępowania.
Moje losy tak się potoczyły, że lider młodzieżowy wyjechał, a ja zacząłem zajmować się młodzieżą. Potem studiowałem w WST, a po studiach wyjechałem z żoną na misję do Łękini, gdzie pracowaliśmy z ludźmi uzależnionymi. Poznałem tam wielu ludzi, którzy mieli takie samo przeżycie jak ja, zgubili się totalnie i żyli bez nadziei dla siebie. To byli ludzie, którzy przez wiele lat byli w nałogu; przychodził Chrystus i całe ich czarne życie zmieniał w biel. To byli ludzie, którzy żyli ze zbierania haraczy, łamali ludziom nogi. Takie osoby nawracały się i mówiły "powiedz mi więcej o Jezusie, powiedz mi więcej o Bogu". Bóg jest dobry, że przebacza i jest naprawdę wspaniały. Bez względu na to co robimy, co zrobiliśmy, Bóg nas kocha i może zawsze zmienić nasze życie. |