|
Iwona, schoolteacher and re-educator
For a very long time I wouldn’t let God take control over my life. I thought that salvation was for drug addicts, alcoholics and people facing serious problems... (available in Polish only)
Wychowywałam się w kochającej rodzinie rzymskokatolickiej. Naszym problemem nie był brak miłości, lecz nieumiejętność jej okazywania. Czasy kryzysu utrudniające normalne życie, sprzyjały napięciom i nieporozumieniom w moim domu. W wieku 8 lat rozpoczęłam naukę w szkole sportowej. Trenowałam pływanie. Początkowa zabawa szybko przekształciła się w bardzo wyczerpującą fizycznie pracę. Całymi dniami przebywałam poza domem. Nawet wakacje wypełnione były zawodami, zgrupowaniami i obozami. Dzieciństwo spędziłam w zasadzie z dala od moich rodziców i dwóch starszych sióstr. Rosnąca coraz bardziej potrzeba miłości, przyjaźni i akceptacji nie mogła być zaspokojona nawet w grupie rówieśników, w szkole sportowej bowiem wszechobecna jest rywalizacja, porównywanie się i związane z tym frustracje i złość.
Przez wszystkie te lata zagrożone było we mnie poczucie własnej wartości, nie akceptowałam swojego życia, a także samej siebie. Rosły we mnie kompleksy. Gdy poszłam do szkoły średniej, bardzo chciałam nadrobić braki intelektualne i kulturalne ze szkoły podstawowej. Myślałam, że w ten sposób dorównam moim kolegom, stanę się dla nich bardziej atrakcyjna i tym samym dla samej siebie. Zaczytywałam się w ambitnej literaturze i kilka razy w tygodniu bywałam w teatrze. Jednak kompleksy nadal nie pozwalały mi na nawiązanie normalnych relacji z innymi ludźmi. Powierzchownie byłam osobą towarzyską, tryskającą humorem, zaś wewnątrz czułam pustkę i ogromną potrzebę miłości.
Za sprawą mojej najstarszej siostry Moniki poznałam grupę wierzących chrześcijan. Bardzo lubiłam wśród nich przebywać. W zborze otaczała mnie atmosfera akceptacji i żywego zainteresowania moją osobą. Widziałam też wzajemną miłość zborowników. To mnie urzekało, było jak balsam na moją chorą duszę. Jednak przez dłuższy czas nie pozwalałam Bogu zapanować nad moim życiem. Uważałam, że nawrócenie jest dla narkomanów, alkoholików i ludzi z poważnymi problemami. Ale pewnego wieczoru trafiłam na ewangelizację. Tego dnia Bóg w szczególny sposób dotknął mojego serca, dotarło do mnie, że Jezus z miłości DO MNIE poszedł na krzyż. Otoczyła mnie Boża obecność a z moich oczu polało się morze łez. Jeszcze nigdy w życiu tak nie płakałam. Z mojego serca spadł ogromny ciężar. Jezus zdobył mnie Swoją miłością. On stał się dla mnie źródłem akceptacji i miłości do samej siebie. Kocham Go i jestem Mu wdzięczna za to, co dla mnie uczynił. |