|
Lucyna
(available in Polish only)
To, że poznałam Jezusa, zawdzięczam między innymi generałowi Jaruzelskiemu :) Bo było to w 1985 roku, kiedy jeszcze generał życzył sobie, żeby na Dzień Zwycięstwa defilady przechodziły na Placu Defilad i - wcześniej nie miałam o tym pojęcia - między innymi defilowali tam sportowcy. Kiedy byłam na pierwszym roku AWF-u okazało się, że przyszło takie zapotrzebowanie na sportowców z Warszawy i z dwustu studentów I roku wyznaczono do tego mnie i innych pięćdziesięciu, zapakowano do autokaru i przewieziono pod Warszawę do Góry Kalwarii, gdzie przez tydzień uczono nas maszerować w kolumnach, aby dobrze przygotować nas do tego występu. W czasie podróży z tyłu autobusu siedziały dziewczyny, na które już wcześniej na uczelni zwróciłam uwagę (a nie znałam tam nikogo), że były takie inne niż reszta. Usiadłam z nimi z tyłu autobusu, jeszcze było kilku chłopaków z gitarą i zaczęli śpiewać chrześcijańskie piosenki. To mnie bardzo zaskoczyło, bo wiedziałam, że reszta studentów w wolnym czasie w zasadzie tylko się upija, więc zaimponowało mi, że ta garstka ma odwagę przy nich śpiewać takie piosenki. Byłam szczęśliwa, że jest tam taka ekipa, z którą mogę się utożsamiać, bo ja zawsze uważałam się za wierzącą, choć moja rodzina praktykowała umiarkowanie, bez jakiś szaleństw. Kiedy trzeba z rzadka chodzili do kościoła, ale zawsze wiedziałam, że Bóg jest i nikt tego w mojej rodzinie nie negował. Ja tylko nie wiedziałam po co Jezus przyszedł, nie rozumiałam tego, dlaczego dał się zabić i o co w ogóle chodziło. Ale też nie lubiłam chodzić do kościoła, bo nic nie rozumiałam z mszy. Potem w liceum, jak już byłam trochę starsza, po prostu zrezygnowałam z chodzenia do kościoła, rodzice mi na to pozwolili, więc nie było konfliktu. Zawsze się uważałam się za osobę dobrą, która pójdzie do nieba, bo przecież nic złego w życiu nie zrobiłam.
Na tym wyjeździe mieszkałam w pokoju z tymi dziewczynami a one codziennie się spotykały i czytały Biblię. Ja miałam w domu takie tłumaczenie Biblii, że jednego zdania nie potrafiłam zrozumieć, a tam to się okazało piękne – czytały Psalmy, Listy, piękne fragmenty, które zaczęły do mnie przemawiać. Przychodzili też do nas chłopcy, między innymi Jurek (mój obecny mąż), którego wcześniej nie znałam, i Jarek, który grał na gitarze, śpiewali piosenki uwielbiające i modlili się razem na głos, co mnie już zupełnie w zdumienie wprawiało. Ja oczywiście byłam trochę nieśmiała, nie odzywałam się, ale modliłam się w sercu i to wszystko było dziwne, bo to, co ja pomyślałam, to ktoś inny wypowiadał na głos – czuć było taką ogromną jedność w tej grupie.
W ciągu dnia uczyli nas maszerować, w końcu odbyła się defilada i nadszedł ostatni wieczór, na drugi dzień mieliśmy wracać do domu. Zwykle wieczory wyglądały tak, że Jarek, który świetnie grał na gitarze i pięknie śpiewał, wychodził na dwór, śpiewał piosenki turystyczne, a wszyscy nasi studenci wychodzili i śpiewali z nami. Po jakimś czasie przechodził na piosenki chrześcijańskie, więc oni się powoli wykruszali i zostawała tylko nasza grupka, wtedy modliliśmy się. Ostatniego wieczoru było podobnie, poszliśmy się modlić, stanęliśmy w kółku, trzymaliśmy się za ręce, oni modlili się na głos, ja po cichu, ale było to tak niezwykłe doświadczenie, że czuło się jakby Bóg był w środku rzeczywiście realnie między nami. Ja wtedy zobaczyłam, że wcale nie jestem taka w porządku. Zobaczyłam na sobie brudny zabłocony płaszcz i to mi przeszkadzało w dostępie do Boga, przez to że jestem taka brudna. Czego wcześniej nie widziałam. Zrobiło mi się ogromnie przykro, bo widziałam, że ci wszyscy ludzie mają dostęp do Boga, a ja nie mam przez ten brud. Zawołałam w modlitwie „co mam zrobić?!” i wtedy przyszło na mnie zrozumienie, że tę sprawę może rozwiązać Jezus. Pierwszy raz zrozumiałam, jaka była Jego rola, że On umarł za moje grzechy, nikt wcześniej mi tego nie tłumaczył.
Zawołałam do Jezusa o pomoc, żeby usunął ten grzech i w jednym momencie poczułam, że jestem wolna od tego brudu, przytulona przez Boga, niezmiernie szczęśliwa. Popłakałam się, nic nikomu nie powiedziałam, ale teraz wiem, że to było narodzenie się na nowo. Ta grupa chrześcijan się mną zaopiekowała, zaprosili mnie potem na obóz, gdzie wszystkiego się dowiedziałam, były studia biblijne i tam mi już kawę na ławę, czarno na białym jak to jest z przyjęciem Jezusa wyłożono. Tam naprawdę, włączając nie tylko mistyczne przeżycia, ale też logikę i rozum – oddałam całe swoje życie Bogu. Od tego czasu moje życie tak nabrało sensu, tak się wszystko zmieniło, że to był punkt zwrotny w moim życiu. |